RTW#43 Zhangjiajie

Pada z przerwami od wczoraj. 🌧🌧

To drugi raz w naszej podróży. Góry przed nami w chmurach. 

Wczoraj wyszliśmy na krótką wycieczkę, ale bez widoków. Na jednym z tarasów na chwilę jedynie odsłoniło się dno doliny kilkaset metrów pionowo pod nami. 

Obserwujemy pogodę na AccuWeather. Od czwartku znów ma być pogoda. 

Tymczasem „nic” nie robimy. 

Odpoczynek podczas podróży. Wyspanie się, pranie, program szkolny, zabawy, gry, posiłki, rozmowy, telefony do rodziny i przyjaciół, planowanie dalszej drogi, czytanie książek, które wzięliśmy na dwóch e-czytnikach (można wrócić do lat młodości i po raz wtóry zanurzyć się z Kapitanem Nemo w Nautiliusie). 

Jednak energia mnie – doładowanego wczorajszymi życzeniami – zbyt rozpiera. Deszcz na chwilę milknie, więc zakładam buty, ciuchy biegowe, przetarte skarpetki (aby nie zniszczyć 3 pozostałych par wziętych na podróż, bo kupić tu coś ponad rozmiar 42 jest trudno) i ruszam przed siebie…

Po co biegnę? 

Zobaczyć co jest na końcu wsi. 

A potem co jest jeszcze za zakrętem. 

I za następnym. 

Biegnę, aby się dobrze poczuć. 

Aby poczuć, że dziś coś zrobiłem, gdzieś byłem, coś więcej zobaczyłem. 

Nie siedziałem, nie leżałem. 

Żyłem. 

Aby oddać cześć Stwórcy. 

Aby pokłonić się Matce Ziemi i jej plonom. 

Aby pobyć chwilę w samotności. 

Aby pomyśleć. 

O czym myślę?

O tym co było i o tym co będzie. 

Dziś mija 1/4 czasu naszej podróży. 

Nie czujemy tego w ogóle. 

Czas się dla nas zatrzymał, choć mija bo tyle już zobaczyliśmy. 

Myślę o przyjaciołach biegaczach. 

Tych sprzed lat i tych obecnych. Tych z daleka i tych od nas, z biegającej wioski Rakowni (gdzie generuje się prawdopodobnie najwięcej kilometrów w przeliczeniu na mieszkańca). 

O rakowiańskim Zbyszku biegaczu, który odszedł w zeszłym tygodniu…

Myślę też o wszystkich przebytych kilometrach. 

O pierwszym maratonie we Wrocławiu w 98mym i kolejnych. 

O harcerskich setach, Harpaganach, orienteeringach, kilkudniowych zespołowych rajdach przygodowych. 

Potem o górskich ultra. 

I o corocznych akcjach charytatywnych z rodzonymi braćmi Michałem, Pawłem i Szymonem. 

Projekt Bracia to potrzeba serca – skoro my jesteśmy szczęśliwi i zdrowi to trzeba się tym dzielić. Tym bardziej, że dzięki naszym rodzicom mamy poczwórną moc. 

Pora zabrać się za przyszłoroczną edycję…💥💥💥

PS. Dziękuję raz jeszcze za wszystkie życzenia i pozytywną energię!👍

PS2. Bieganie tutaj chyba nie jest zbyt popularne, bo miejscowi oglądali się za mną jakby zobaczyli kosmitę 😱

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij