RTW#53 Australia

„Mamo, tato, 

widzę Australię!” 

Słowa te wypowiadane w trzech tonach zabrzmiały w momencie, kiedy za oknami samolotu dzieci wypatrzyły wybrzeże czerwonego kontynentu. Ich ekscytacja i wyczekiwanie objawiły się zresztą jeszcze przed startem, kiedy w końcu dotarło do nich, gdzie tak naprawdę lecimy. 

Zostaliśmy tutaj przywitani serdecznie, jak nigdzie dotąd. 

Przez urzędnika odprawy paszportowej z kolczykiem w uchu, który żartem i uśmiechem rozładował sytuację płaczu Tomka po przytrzaśnięciu palców. 

Przez inspektora kontroli agrokulturalnej (musielismy zaznaczyć w stosownej deklaracji, czy wwozimy cokolwiek do jedzenia i czy mamy brudne buty po wędrówkach w chińskich górach), który opowiedział nam o swojej synowej z Polski. 

Przez napotkanych ludzi, którzy życzliwie tłumaczyli dalszą drogę. 

W końcu przez Prunellę i Grahama oraz ich trzech synów, którzy otworzyli dla nas swój dom i swoje serca.

Jesteśmy pierwszy raz na couchsurfingu. Pierwszy raz podczas tej podróży i pierwszy raz w życiu. 

Wynalazca jego powinien dostać społecznego Nobla!

Kiedy wynajmujesz pokój w hotelu czy hostelu – jesteś w danym miejscu, ale na zewnątrz społeczności. 

Kiedy serfujesz na czyjejś kanapie – czujesz się jakbyś mieszkał tu od dawna. 

Poznasz okolicę, sąsiadów, rodzinę, zwyczaje, otrzymasz podpowiedź gdzie najlepiej zrobić zakupy, co warto zobaczyć lub gdzie warto być.

A może tak, jak my – pyszną domową lazanię. 

Tomek, nie chcąc iść na spacer po okolicy, został dziś godzinę sam w domu z Grahamem, którego nigdy na oczy nie widział. 

Wieczorem cała trójka została z synami właścicieli (najstarszy ma 13 lat), a my wszyscy dorośli mogliśmy podjechać do Perth zobaczyć nocną panoramę jego city. 

Tym samym po raz pierwszy mieliśmy wieczór „dla siebie”:-).

Zresztą bardzo przyjemny – po pierwszym prawdziwie letnim dniu, gdzie termometr wskazywał 35 stopni – na początku nocy było już tylko jakieś 25 kresek. 

Australia, we love You!

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij