
Syberia.
Za oknami ciągnące się nieustannie lasy i stepy.
Białe brzozy już bez liści stoją jakby malowane.
Ta biel jest aż niewiarygodna, kłująca w oczy.
Rzeki, które mijamy (Ob, Jenisej, Irtysz…) są ogromniaste, pomimo, że do ujścia do morza mają jeszcze tysiące kilometrów.
Wszystko jest takie przepastne, bezkresne, a zarazem puste i surowe.
Czwarty dzień w pociągu minął tak jak trzy poprzednie.
Mycie, podziwianie widoków, lekcje, wędrówki do toalety, wędrówki po wrzątek, przygotowanie posiłków, konsumowaniu posiłków, sprzątaniu po posiłku, podnoszenie klapek i nóg gdy prowadnicy sprzątają podłogę, rozmowy ze współtowarzyszami podróży, kręcenie reportażu z życia w pociągu, kalambury, zagadki, uczenie tabliczki mnożenia, robienie zdjęć, przeglądanie zdjęć, opowiadanie historii związanych z Syberia, czytanie książek, przygotowanie do spania, spanie lub jego próba.
Te 4 dni, pomimo życia w arcy ograniczonej przestrzeni, były wspaniałe, rodzinnie, ciekawe… niesamowite. Epickie.
Przygoda, którą polecamy każdemu!
Tymczasem o wschodzie słońca docieramy nad Bajkał!