
W samiuteńkim środku Pekinu znajduje się otoczone starożytnym murem Zakazane Miasto. ⛩
Szerokie na kilometr i długie na dwa kilometry. Można by powiedzieć Dwór Cesarski. Ale jednak nazwa jest inna nie bez powodu. Za czasów cesarstwa wstęp tutaj miał tylko cesarz i jego świat (czyli głównie geishe i eunuchowie).
A w środku same dziwy. Piękne bramy, pałace, budynki mieszkalne, ogrody. Świątynie: spokoju, wyciszenia, harmonii i inne tego typu.🏯
Zakazane Miasto góruje nad Pekinem, dzięki czemu z najwyżej położonej świątyni można zobaczyć właściwie całe miasto i ciągnące się za nim góry, po których gdzieś tam wije się Wielki Mur.
Obecnie widok stanowi ciekawą kompozycję tych starochińskich budynków i wzorów ze szklanymi wieżowcami w tle. Nawet się to nie gryzie a raczej stanowi harmonijną całość połączenia historii miasta… gdyby tylko nie ten Mao na bramie to możnaby powiedzieć, że urbaniści budują tu według zasad jing-jang.
Zakazane Miasto oblepione jest przez hutongi.
Pokręcone wąziutkie uliczki z maleńkimi domkami tych zwykłych obywateli. Zamieszkałe do dzisiaj.
Tych niskich zabudowań z góry nie widać, pewnie dlatego cesarza życie codzienne jego poddanych zbytnio nie obchodziło.
Całość otwarta do zwiedzania po obaleniu cesarstwa. Były pomysłu, żeby zniszczyć obiekt jako znak całkowitego zerwania z cesarstwem. Na szczęście żaden pierwszy sekretarz się na to nie odważył. Szkoda by było. Bo architektonicznie to jest naprawdę perełka!
Perełka przez która przepływa codziennie morze odwiedzających. Paradoksalnie teraz brzmią nazwy bram i świątyń (spokoju, harmonii…) gdy płynie się przez nie w fali miliona czarnych włosów.
Od razu zrozumieliśmy dlaczego ruch zwiedzania jest tutaj jednokierunkowy.