
Przed dwudziestą wsiadamy do pociągu, w którym spędzamy dalsze 14 godzin na trasie Pekin-Xi’an.🚉
Na „dworzec” mają wstęp tylko podróżni z kupionymi biletami, kupuje się je w osobnym pomieszczeniu kas. Wszędzie kontrola i skanowanie bagaży. Za trzecim razem jak zobaczyliśmy kontrolę wydaliśmy jęk (ile można z zdejmować i zakładać plecaki), a to jeszcze nie był koniec.
Na elektronicznym rozkładzie jazdy jest nasz pociąg i numer. Myśleliśmy ze to numer peronu, ale okazało się, że to numer… poczekalni. 💺
Dopiero z odpowiedniej poczekalni podróżni wpuszczani są na konkretny pociąg! Bilety po raz drugi sprawdzane są przy wyjściu z poczekalni. Trzeci raz przy wejściu do odpowiedniego wagonu, także do pociągu ani nawet na peron nie dostanie się żaden niepożądany podróżny.
W poczekalni budzimy zainteresowanie. Ludzie siedzą z rozdziawionymi buziami wytykając nas palcami. Albo nas (że biali), albo nasze dzieci (bo trójka – a tu do niedawna działała polityka „jednego dziecka”) albo nasze bagaże. Zarówno jedno, drugie i trzecie, a na pewno wszystko naraz może budzić żywą reakcję.😱😯😵
Do Igi podchodzi młoda Chinka i uczy ją mówić po chińsku… na końcu robi sobie wspólne zdjęcie ofiarując ciasteczka na drogę.
W pociągu czysto i elegancko. Nowocześniej niż w transsibie.
Prowadnicy dbają o ład i porządek.
Tu nie można pluć na podłogę. W przeciwieństwie do innym publicznych miejsc w Chinach.
Półotwarte przedziały, z innym niż w Rosji rozkładem – łóżka są trzypiętrowe, nie ma spania po drugiej stronie korytarza. Na trzecie piętro wskakują nawet najstarsze dziadki… w tym również i my.
W pociągu jest dostępny wrzątek, więc jeszcze przed wyruszeniem wszędzie czuć zapach chińskich zupek. Każdy szykuje sobie kolacje.
Co chwila przechodzą wózki prowadzące sprzedaż, a to jedzenia, a to picia, a to zabawek i innych pierdółek.
Tuż przed 22 prowadnik głośno o czymś informuje i zamyka zasłony we wszystkich oknach.
Pewnie zbliża się cisza nocna.
O 22 gaśnie światło. Wszyscy grzecznie idą spać jak na komendę. Już nikt się nie kręci, nikt nie gada, nikt nawet nie pali swojego światełka przy łóżku.
Spać to spać.😴
Nad ranem wysiadamy w Xi’an.
Mamy tutaj za nasze lokum, dość spore mieszkanko z kuchnią.
Pod blokiem targ i masa knajpek a całkiem niedaleko jest supermarket. Miła odmiana po wiecznych zatargach z babuszkami na straganach.
Robimy w końcu porządne zakupy i gotujemy po swojemu.
Choć w lokalnych jadłodajniach jedzenie jest dość smaczne (jak już uda się dogadać co do zamówienia i płatności), to jednak co swoje smaki to swoje smaki!🥗
Musimy się przyznać, że jak do tej pory największe wyzwanie w Chinach stanowi dla nas zdobycie pożywienia.
Zarówno w restauracjach, jak i sklepach – ten sam zonk. Nie wiesz co kupujesz, jak to będzie smakować, jak to się je, ani ile to tak naprawdę kosztuje.🤷♀️
Na szczęście wszędzie sprzedają POMELO!!🍋😋