RTW#50 Hong Kong

Dotarliśmy do Hong Kongu.

Wcale nie jest łatwo się tutaj przedostać z Chin.

Dojechaliśmy pociągiem do Shenzhen, miasta granicznego z Hong Kongiem… i zajęło nam dobre 5h zanim przedostaliśmy się do mikro-pokoju, w którym śpimy (gęstość zaludnienia przekłada się tutaj odwrotnie proporcjonalnie do powierzchni mieszkalnej, jaka może przysługiwać mieszkańcowi czy przybyszowi).

Granica, przez którą przechodziliśmy mieści się na drugim pietrze jakiegoś budynku, przechodzi się przez most nad rzeką i wchodzi się do Hong Kongu.

Procedury opuszczania jednego kraju, wjeżdżania do następnego, kilkukrotnego skanowania bagażu… wszystko teoretycznie w ramach jednego państwa.

Chińczycy na wjazd do Hong Kongu potrzebują wizy, mieszkańcy Shenzhen mogą bez przeszkód przyjechać tam raz w tygodniu. Z tego co opowiadała nam spotkana w autobusie Chinka, mieszkańcy Hong Kongu nie lubią chińczyków kontynentalnych… bo ci mają po prostu inną mentalność.

Hong Kong jest pod jurysdykcją Chińskim, ale ma status wolnego, a przynajmniej częściowo wolnego miasta.

Po długim okresie bycia kolonia brytyjska i późniejszego dzierżawienia go przez Wielką Brytanię wrócił w 1997 do Chin. Ma teraz 50 lat w statusie specjalnego regionu administracyjnego, po czym będzie wcielony do Chin.

Moment ten może być bardzo interesujący (jak nie absurdalny), bo jest tu

– inna waluta – dolar hongkoński (i niestety inne, całkiem wyższe ceny)

– ruch lewostronny

– język chiński-kantoński i angielski jako oficjalne języki (obok mandaryńskiego)

– ustrój demokratyczny (po interwencji partii już quasi-demokratyczny)

– wolność wyznania (po niedawnym czytaniu smutnych historii o prześladowaniu chrześcijan w Chinach, jak piorunujące wrażenie zrobiła Chinka w metro hongkońskim z dumą nosząca krzyżyk na łańcuszku na szyi…czy chińskie wydanie Biblii znalezione w naszym pokoiku…)

– i pewnie wiele innych znaczących różnic, które przyjdzie nam poznać w tym mieście „pachnącego portu”

Przez cała naszą drogę do Hong Kongu mijaliśmy się z Ania i Dawidem, poznanymi na dworcu w Zhangjiajie Polakami z Cieszyna.

Jeżdżą sobie po Azji spełniając swoje podróżnicze marzenia.

Razem szukaliśmy drogi w gąszczu i natłoku ludzi i informacji, które zrozumieć nawet w tak dużej ekipie jest wyzwaniem (na szczęście każdy Chińczyk co choć trochę mówi po angielsku służy zawsze pomocą i próba wytłumaczenia gdzie i jak jechać).

Świetnie jest spotykać po drodze innych podróżników.

Po sakramentalnych pytaniach wędrowców:

– skąd jedziesz

– gdzie jedziesz

– skąd jesteś

można razem się pośmiać ze swojej doli i niedoli tułacza.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij