RTW#60 Australia Południowa

Wjeżdżamy do Australii Południowej.

Granica stanów poprowadzona jest dokładnie wzdłuż 129 południka długości geograficznej wschodniej.

Pomimo, że to ten sam kraj, granica przypomina bardziej granicę państw.

Pomiędzy Australią Zachodnią i Południową nie możemy przewozić owoców, warzyw, nasion czy żywych zwierząt o czym informują groźnie wielkie tablice. 

Tomek po tej informacji w pośpiechu przełyka ostatnie jabłko. Jest na granicy udławienia ale jako prawdziwy poznaniak wie że nic nie może się zmarnować.😉

Mijamy stanowisko kontroli sanitarnej dla wyjeżdzających z Australii Południowej. Punkt kwarantanny dla wjeżdżających do tego stanu jest jednak w Ceduni, pierwszej miejscowości w której można kupić warzywa i owoce. Czyli za 483 km…

Krajobrazy podobne do siebie a jednak bardzo różnorodne.

Kolor ziemi zmienia się przez pomarańczowy, po szary i żółty.

Po bokach czasem pustynne czerwone ziemie, innym razem trawy lub karłowate krzewy. Przed Ceduną po dwóch dniach jazdy non stop widzimy w końcu pola. Wszystko ma jedna wspólna cechę- ciągnie się aż po horyzont.🌅

Nabiera tutaj sensu kawał o budowaniu płotu „stąd do zachodu słońca”. Takim jest tu właśnie najdłuższy płot na świecie. Dog Fence mierzący ponoć 5 tys km zbudowano aby chronić swoje hodowle przed psami dingo.

Rano przy drodze leżą dziesiątki potrąconych kangurów konsumowanych przez sępy i kruki. 🦅

„Koszą” je road trainy, czyli ogromne ciężarówki z trzema naczepami (jak nas mijają całe auto tańczy). Tylko one lub terenówki z olbrzymimi zderzakami nie boją się spotkania w nocy z często 100 kg kangurem. 

Po południu droga już jest czysta, gdzieniegdzie można tylko zobaczyć obskubany szkielet, choć i ten do wieczora znika. W przyrodzie nic nie ginie.

Po drodze mijamy największe pole golfowe. Rozciąga się ono na ponad tysiąc kilometrów. Co jakiś czas znaki drogowe wskazują umiejscowienie kolejnej „stacji” z dołkami.

Cena paliwa w outbacku jest o 30-40% wyższa. Czyli już drożej niż w Polsce. Spowodowane jest to brakiem konkurencji (jeśli nie masz kanistrów musisz zatankować na każdej stacji, aby być pewnym że dojedziesz do następnej). 

Wyższa cena jest też wynikiem konieczności utrzymania przez stację całej jej infrastruktury: produkcji prądu, ujęcia wody, toalet. ⛽️

Nasza obciążona zebra dźwigająca jeszcze niebardzo aerodynamiczny garb-namiot na sobie i w związku z chodzącą klimą pali 10 l/ 100 km. Serce się kraje kiedy przychodzi tyle razy dziennie wyciągać portfel aby zapłacić za bezołowiową „91”… 😢

Przystanki ograniczamy dziś do niezbędnego minimum. Nie tylko dlatego, że chcemy tego dnia przejechać jak najwięcej przez outback, ale głównie przez muchy!

Jak tylko zobaczą nowego przybysza oblepiają go bez zaproszenia.

Siadają na wszystkim na czym się da. 

Nawet na zębach!

Na szczęście miejsce naszego dzisiejszego noclegu jest wolne od wszelkich insektów. Za to z pobliskiego (również ciągnącego się po horyzont) pola hula taki wiatr… że i tak zmusza do szybkiego chowania się do środka:)

Nie poddajemy się jednak i oślepieni pełnią księżyca (u Was też? 🙃)wypatrujemy na niebie tutejszych gwiazdozbiorów. 

Niezmiennie fascynuje Krzyż Południa (choć bardzo nisko nad horyzontem), Trójkąt Australijski i fakt, że nie ma tutaj naszych Gwiezdnych Wozów!🌠

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij